Translate/Przetłumacz

Translate/Przetłumacz

piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 4- If you look at person do it with respect, show emotions, express it.

# Beatrice

Upadłam.
Zrobiło mi się dziwnie słabo. Nicość ogarnęła moje cale ciało, które bezsilnie próbowałam podnieść. Bezwarunkowa czynność jaką jest oddychanie sprawiało mi coraz więcej trudności. Różnokolorowe plamy przed oczami i nagle najsmutniejsza, i najbardziej nikczemna- czerń. Wszystko działo się z niewyobrażalną prędkością.
Oddech ustał, czerń przejawiła się w bezdenną krainę wiecznego spadania w dół. Tak się właśnie czułam. Jakbym spadała z lecącego samolotu, lecz nie było tam żadnego.
Jedyny dźwięk jaki zdołałam z siebie wydobyć to ciche pojękiwanie w daremny sposób.
Oddech zaczynał miarowo wracać. Czyżby to jeszcze nie była moja kolej ? Powoli otwierałam oczy. Więc jednak nie chcą mnie jeszcze tam w niebieskiej górze. Zobaczyłam przed oczyma wystraszoną do granic możliwości mamę. Delikatnie, ale z wyczuciem klepała mnie po policzku.

- Jezu, córciu co się stało?!- rzekła kobieta gdy zaczynałam kontaktować w świecie żywych i nie ustraszonych.
- eahh, nie wiem weszłam do domu i upadłam a potem pamiętam tylko ciemność.- wymawiając prawie, że niesłyszalne dźwięki poszczególnych słów- spojrzałam w oczy rodzicielki.
- No dobrze, chodź położysz się, może to tylko z wyczerpania. Jutro pójdziemy do lekarza- powiedziała pomagając mi wstać.

Obawiałam się, że to kolejny powrót choroby. Niby lekarz powiedział, że nie ma czego się bać ja wiedziałam, że i tak w końcu anoreksja da mi ostro popalić. Ciągle odczuwałam znużenie i nie miałam apetytu. Wciskałam na siłę jedzenie, ale zazwyczaj kończyło się to nudnościami.
‘Nie, nie, nie to po prostu przemęczenie’ –powtarzałam ciągle w myślach. Ostatnio miałam dużo zmartwień i pracy czy to w szkole, czy to w domu, i doszła jeszcze sprawa z Niall’em.
Doszłam łamanym krokiem do pokoju, od razu złapałam telefon i położyłam się wygodnie w łóżku. Sprawdziłam telefon – jedna wiadomość od Niall’a i 2 od Venice. Odczytałam najpierw te od Venice po czym odpisałam jej i sprawdziłam co nadesłał Niall. Życzył mi dobrych snów więc odpisałam mu również by dobrze spał.

#Tydzień później



# Oczami Venice


- Nie mów mi co mam robić ! – krzyknęłam na brązowookiego bruneta.
- Bo ?! Nie kpij ze mnie ! Co ty w ogóle wyprawiasz? – do oczu podeszły mi łzy
- Moje życie.. wróć MOJE PRYWATNE życie – wykrzyczałam mu prosto w twarz podkreślając niektóre wyrazy – Poza tym jesteśmy przyjaciółmi o co ci chodzi ?- pierwsze łzy tańczyły na moim rozgrzanym policzku.
- Ja po prostu.. ja.. ja chcę cię chronić – nie miał już iskierek w oku jakie do tej pory zawsze miał.
-Mnie ? Przed Mattem ? Bo co poszłam z nim na randkę? Opamiętaj się Malik !
- Zrozum, że on chce cię wykorzystać, martwię się o ciebie zrozum to! – przyciągnął mnie za nadgarstki, delikatnie i z wyczuciem aż przeszły mnie dreszcze. Nie powiem przyjemne uczucie.
- Zawsze interesowałeś się tylko sobą i tą swoją fryzurą, a teraz nagle mną? – wybałuszyłam oczy nie wiedząc co powiedzieć.
- Co? To nie prawda ..

Zayn widocznie zmieszał się całą sytuacją bo puścił moje dłonie i zwyczajnie opuścił mój pokój trzaskając drzwiami .


#~~~~~~~~#

I jak ?
Proszę Was bardzo o komentarze, motuwują mnie pozytywnie i dają świetną moc.

Przepraszam, że taki krótki.

I mam jeszcze jedną prośbę- rozsyłajcie link do bloga jeśli możecie ;)
Dziękuję .

czwartek, 12 kwietnia 2012

Coś od serca ...

Widzisz, każdy ma własną śmierć. Ona idzie za nami wszędzie, przez całe życie, krok w krok.
— Philip Pullman

Śmierć jest tym samym co narodziny, misterium natury.
— Marek Aureliusz


[...] Tymczasem pastor, drobny, zgarbiony, o łysej chwiejącej się głowie, coś mówił stojąc na górce rozgrzebanej, piaszczystej ziemi. Przysunąłem się bliżej, żeby go usłyszeć.

- Pochylmy się przed Bogiem, który zesłał nam tę śmierć – usłyszałem, jak mówił do kilkunastu zebranych na cmentarzyku osób, przytulonych do siebie, aby zmieścić się w cieniu wątłej akacji. – Podziękujmy mu za to, tak – podziękujmy. Śmierć bowiem uwalnia nas od naszych szkodliwych namiętności, od naszych śmiesznych ambicji i bezmyślnych dążeń. Czy wiecie, czym są wszystkie pragnienia, które tak nas rozpalają? Otóż – niczym, powiadam – niczym. Śmierć uderza nie tylko w tych, którzy umarli. Ona zarazem obnaża nicość żywych, przypomina im, że są prochem. Śmierć jest czymś wielkim, ponieważ jest wyrozumiałością i przebaczeniem. Widzi nasze ułomności, naszą krótkowzroczność, nasze grzechy, a jednak otwiera ramiona i przyjmuje wszystkich. Jest pobłażliwa, więc mimo nasze przewiny bierze nas do swojego królestwa, które jest wieczne i chce tylko jednego – abyśmy w nim byli!

Rozejrzałem się po ludziach. Czy ktoś z nich rozumiał słowa pastora? Stali wokół rozkopanego dołu, markotni i milczący, coraz to ocierając spocone, stare twarze.
— Ryszard Kapuściński


Narodziny- po nich powracająca siła uderzająca z dwukrotną, nieczystą mocą. Śmierć - tak bardzo jej się boimy, a stoi zaraz za drzwiami. Czasem tylko od nas zależy czy ją wpuścimy do środka
- Beatrice_Beth    czyli  ja.

#~~~~~~~~~~~#
nie wiem czy będę w stanie coś jutro dodać... mam nadzieję, że coś krótkiego chociaż zdołam ...

środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział 3- It's just an old, yellowed page of life.

#Niall

Siedząc w samolocie, zresztą bardzo krótko uzmysłowiłem sobie jak bardzo tęsknię za dziewczyną przykrytą maską turkusowego wdzięku.
Zniszczyłem sobie cały rok życia, zmarnowałem go, a on już nie wróci żebym mógł naprawić swój błąd. Potraktuję ten czas jako pożółkłe kartki starego życia. Zapomnianego i starego…
Wielobarwność Beth na pewno pomoże mi w zupełności zapomnieć o tym co było, pozwoli patrzeć na teraźniejszość podążając za jutrem. Lepszym i doskonalszym niczym feniks wyłaniający się z otchłani ognia. Wiele myśli przeplata się przez dłonie, ale ginie między palcami kolejnych naiwnych osób, które myśląc, że wezmą tylko raz popełniają największą, misterną deliberację jaką tylko mogą. Ja też taki byłem, ale mam skrytą nadzieję, że już nigdy więcej nie będę.
Już nie spotkam rówieśników w szkole, ale postaram się być osobą w miarę wychwytywaną jeśli chodzi o sprawy przyjaźni. Czemu nie spotkam? Otóż byłem świetnym uczniem, a ojciec ma wpływy, którym ulegają bezcelowo kolejne bezmyślnie osoby. Skończyłem szkołę wcześniej niż inni o parę miesięcy przez swoją żądzę namiętności- nałóg.
Nim się obejrzałem czekałem już po bagaż i chwytałem go ręką po czym udałem się szukać Beatrice. Po chwili dostrzegłem dziewczynę – turkusowe włosy , czerwona szminka, ciemno niebieskie rurki i koszula w kratę. Trzymała tabliczkę z napisem –Niall Horan I’m waiting for you ! ;) – uśmiechnąłem się, gdy dziewczyna spojrzała na mnie. Rozpoznała mnie? Chyba tak, sądząc, że biegnie do mnie z prędkością szybszą niż niejedno auto. Poczułem tak zwane motylki w brzuchu i opuściłem bagaże na posadzkę, otworzyłem ramiona i wtuliłem się mocno w Beth. Wczułem się w każdy bezdech jaki wykonywałem, czułem każdą nutę słodkości wpadającą mi w objęcia.

# Oczami Narratora

Każda chwila była magiczna i przepełniona niezwykłą poezją. Wszystko było tak kojące, że nawet ich oddechy były wykonywane w tym samym czasie- miarowo. Finezyjna rozkosz patrzących ludzi przeniosła się na przytulającą się parę. Nie musieli witać się zbędnymi słowami. Wystarczyła ich bliskość.
Doskonałość perfekcji dopełniał wzrok wbity w osobę znajdującą się naprzeciwko, to wszystko miało w sobie tyle emocji. Każdy ruch oddawał wszelkie uczucia i zamiłowania. Oczy coraz bardziej błyszczały w świetle. Błogi raj przepływał w ich ciałach. Nie robili nic nadzwyczajnego po prostu stali wtuleni w siebie zapominając o jakimkolwiek istnieniu innych osób czy też rzeczy. Gdy zamyka się jeden rozdział książki otwiera się kolejny, który z każdym wyrażeniem staje ci się znany coraz bardziej. Tak czuli się właśnie Niall i Beth, którzy odkrywają się jak miliony gwiazd na niebie wpatrzeni w siebie.
Beatrice delikatnie złożyła pocałunek na policzku chłopaka, on nie był jej dłużny i ucałował wierzch jej dłoni. Oboje uśmiechnęli się. W tym samym momencie ich spojrzenia znowu się spotkały. Słowa mogły skaleczyć tak cudowną i wybujałą chwilę, lecz słowa Beth wcale tego nie zrobiły wręcz przeciwnie umocniły wierzenia Niall’a , że doskonale wie dla kogo tu przyjechał.

- Tak bardzo tęskniłam – pojedyncza łza opłynęła jej policzek i trafiła w czerwoną otchłań zwaną ustami. Chłopak widząc to pocałował miejsce przepłynięcia łzy i opuszkiem palca zmazał znak małej perły.

- Ććć, nic nie mów…

Ich twarze z sekundy na sekundę były coraz bliżej i bliżej były ich ciała. Opierając swoje czoło o jej Niall chciał dać jej do zrozumienia, że nie pocałuje jej jeszcze teraz , za bardzo boi się jej reakcji. Tym razem Niall wypuścił z siebie jedną perłę, Beth od razu ją wytarła wierzchem dłoni, spojrzała mu głęboko w oczy widziała, że to nie koniec łez. Sama ponownie zaczęła płakać ściskając coraz mocniej bluzkę chłopaka. Już nie wycierali sobie nawzajem łez, postanowili puścić je wolno nie zważając na gapiów całego zdarzenia.
        Beatrice oparła głowę o jego ramię, a on gładził ręką jej plecy. Czy można mówić o tym silnym uczuciu kiedy dane osoby znają się tylko z jednego spotkania i z rozmów telefonicznych? Oni właśnie to odkrywają.
   Stali by tak pewnie jeszcze długi czas, gdyby nie fakt, iż ktoś przewalił walizki Nialla. Osoba od razu została spiorunowana wzrokiem chłopaka.
- Sorry- burknął nieznajomy.

- Nic się nie stało – uśmiechnęła się Beatrice. Zaraz po tym spoglądając na złagodniałą twarz Niall’a.


# Beth

- Chodź już – rzekł chłopak biorąc w jedną rękę moją dłoń, a w drugą walizki.
- Gdzie najpierw? – rzuciłam cała zaczerwieniona.
- Może do mojego mieszkania? Zostawię bagaże, a później mnie oprowadzisz po Londynie, dawno tu nie byłem. Co ty na to ? – uśmiechnął się do mnie.
- Do twojego mieszkania? Nic nie mówiłeś, że masz tu mieszkanie.
- Tak, kiedyś tu mieszkałem z rodzicami i z bratem, wyprowadziliśmy się, ale postanowiliśmy nie sprzedawać go. – znowu to zrobił, znowu wyszczerzył w moją stronę rząd białych ząbków.
-Aha, no to do ciebie !- powiedziałam z entuzjazmem.

Zamówiliśmy taksówkę i po przybyciu do jego domu zobaczyłam wielką, pustą przestrzeń. Nie w sensie, że nie było mebli po prostu brakowało tchnienia żywej duszy w tym domu. Niall zostawił walizki i podszedł do zakurzonego rodzinnego zdjęcia. Najwidoczniej wspomnienia wróciły i to nie te najmilsze. Muszę go wypytać o co chodzi. Po chwili zapatrzenia się zapytał :

- To co idziemy ?- zobaczyłam smutną twarz chłopaka.
- Może najpierw tu posprzątajmy co ? Strasznie dużo tu kuu-rz-uu ! Aaapsik!
- haha, na zdrowie ! – śmiał się – Słodko kichasz. –rzucił ponownie dzisiejszego dnia swym zniewalającym uśmiechem w moja stronę.
- Dzięki – powiedziałam obojętnie i odwzajemniłam gest chłopaka.
- Może masz rację, trzeba tu ogarnąć. Ale tu nie ma żadnych środków czystości nic nie zostawiliśmy więc trzeba skoczyć do sklepu.
- Jasne , chodź już! – Chwyciłam chłopaka za rękę i pobiegłam do drzwi.

Zaprowadziłam go do najbliższego wielobranżowego sklepu. Chłopak wchodząc rzucił się na żelki co wywołało śmiech z mojej strony. Wzięłam wózek i doszłam do niego. Zapakował jakieś 5 dużych paczek twierdząc, że kocha żelki. Poszliśmy po jakieś środki czyszczące i także po inne ważne rzeczy bo przecież, Niall miał tylko ze sobą ubrania i szczoteczkę do zębów z resztką pasty.
Kupiliśmy sporo rzeczy i mnóstwo jedzenia. Głodomorek nie mógł być głodnym. Dziwiłam się skąd Niall bez pracy miał na to tyle kasy, ale widząc ten dom spodziewam się, że ma bogatych rodziców. Ale też widać było w jego portfelu 2 karty kredytowe. Oby nie okazał się gościem co myśli - mam kasę to mogę mieć wszystkie. Nienawidziłam takiego rozumowania i takich mężczyzn.
Po udanych zakupach udaliśmy się z powrotem do jego domu. Wzięliśmy się ochoczo do pracy. Ja wzięłam kuchnię, jadalnię, salon i pokój gościnny, chłopak wziął 2 łazienki , swój pokój, 2 pokoje na górze, pokój rodziców i gabinet.
Gdy skończyliśmy byliśmy cali w kurzu, ale to mnie nie dziwiło dom nie był odwiedzany strasznie dużo lat . Około 17 jeśli dobrze pamiętam . Sprzątając byliśmy bardzo zajęci rozmową i wygłupami dlatego zeszło nam trochę więcej czasu niż się spodziewaliśmy . Dochodziła 19 i razem z Niall’em zaczęliśmy przygotowywać kolację. Zrobiliśmy sobie naleśniki. Nie obyło się bez obsypywania mąką czy też rzucania jajkami. Śmieliśmy się w niebo głosy, śmiech ucichł gdy powiedziałam mu, że tym razem on sprząta kuchnię.

- Ale Beth słońce, turkusowe słoneczko moje nie rób mi tego.
-Nie śmiej się tylko zabieraj się do pracy- rzuciłam mąką w jego twarz – haha chodź wystawię cię na dwór z marchewką i będziesz robił za bałwana w kwietniu – tym razem to ja śmiałam się z niego.
- Oj lepiej uciekaj – wytrzeszczyłam oczy i szybko uciekłam z łazienki, zakluczyłam się w niej, lecz Niall wyrżną glebę po drodze.
Chcąc nie chcąc musiałam sprawdzić co mu jest. Gdy wyszłam z łazienki nigdzie go nie było.

- Niall?! … - krzyczałam przestraszona chodząc po całym domu.- Niall !
- Buuu ! haha !
- Aaaa ! Idioto chcesz żebym na zawał padła !? – strasznie się wystraszyłam tego głupka, ale ten nie zważając na to zaczął mnie łaskotać bo brzuchu.
– Oo nie, nie, nie hahaha, Niall przestań, hhaa weź noo , haha.
- O nie, nie, nie – zaczął mnie przedrzeźniać
- Proszę – wypowiedziałam przez śmiech słowa błagania o litość i zrobiłam oczka kota ze Shreka.
- hmm no dobra, chodź zjeść te naleśniki.
Po wspólnym posiłku musiałam już iść. Niall zaproponował mi odprowadzenie pod sam dom, bez namysłu zgodziłam się. Gdy byliśmy pod samym domem pożegnałam się z nim buziakiem w policzek i weszłam do mieszkania. To chyba był najcudowniejszy dzień mojego życia.
Uśmiechnęłam się zamykając drzwi.


#~~~~~~~~~~~~#

Trochę ckliwy ;) A wy jak sądzicie?
Chciałm wam powiedzieć, że nie mam pojęcia czy rozdziały będą dodawane regularnie. Następny 4 rodział najprawdopodobniej w piątek w okolicach 16.00-17.00 . ;)
Dziękuję i życzę miłego czytania . !

wtorek, 10 kwietnia 2012

Rozdział 2- Someone like you..!

#Niall

- Ty chyba sobie żartujesz?!- usłyszałem głos rodzicielki pełen goryczy.. i smutku.
- To jedyny sposób bym odizolował się od narkotyków, zrozum mnie.- błagalnie patrzyłem na nią. Moja mama odwróciła się do mnie plecami, czyżby płakała? ‘Nie no super Niall’er’, pomyślałem.
- Odizolujesz się od nas… Niall wiem, że tu nie jest Ci łatwo i wszystko przypomina o Twoim niefortunnym nałogu, ale czy tam nie będzie trudniej? Sam jak palec ?
-Mamo, w każdej chwili mogę wrócić, a poza tym nie będę sam.
- Jak to ?- powoli wytarła łzy, które były już tylko wspomnieniem, teraz na jej twarzy malowało się zdziwienie. Złapałem się nerwowo za kark i zacząłem opowiadać rodzicielce o Beth. Była szczerze zagubiona, bowiem nie rozumiała moich intencji. Wczoraj moja złość, telefon do niej, dziś nagły wyjazd, ale nadal była pod wielkim wrażeniem jakie wywarło na niej życie Beth. Moja wypowiedź była bardzo żywą i uczuciową, sam po sobie nie spodziewałem się, że stać mnie na pokazanie innych emocji niż złość, panika, czy inne negatywy uczuć.
- No, mam nadzieję, że spotkam tą Beth.- szczery uśmiech matki przyprawił mnie o mój uśmiech. Zaśmiałem się.
– Spotkaliście się raz , jeden telefon, a już chemia? Synku cieszę się, że w końcu się uśmiechasz !
- Ja też się z tego cieszę.. nie no co ty jaka chemia, chemia to jest w biedronce i robi za żelki, a nie – zacząłem wymachiwać teatralnie rękoma, doskonale wiedziałem co to chemia międzyludzka, ale przecież ani ja, ani Beth nic do siebie nie czujemy, prawda? Uśmiechnąłem się do szczupłej kobiety. Zaśmiałem się z dezorientacji matki. - Okej, ale pamiętaj, że jesz też żelki z biedronki . – rzekła po czym wzięła się za zmywanie naczyń.
- To ja pójdę się spakować.
- Jasne, idź- rodzicielka uśmiechnęła się do mnie, oczywiście odwzajemniłem to.- aa poczekaj, załatwiłeś w ogóle lot, że chcesz się pakować ?
- Szlag ! Wiedziałem, że czegoś zapomniałem . – Wybiegłem z kuchni niczym torpeda , na co ona zaśmiała się teatralnie.
- Ja niedługo wrócę. Na razie ! – rzekłem zakładając buty.
- Pa!- śmiech kobiety nadal nie ustępował.

Zamknąłem drzwi i jak najszybciej wsiadłem do samochodu. Sam nie wiem czemu się tak śpieszyłem, może to po prostu czysta chęć załatwienia jednej sprawy, która ciążyła na sercu przez wiele miesięcy ? Bezradnie westchnąłem i włączyłem radio. Leciało –Use somebody od Kings of Leon. Lubiłem tą piosenkę więc wystukanie rytmu na kierownicy nie sprawiało mi problemów. Wsłuchałem się dokładnie w słowa piosenki i zacząłem śpiewać. Zawsze czy to słuchałem piosenki, czy też grałem ją na gitarze podśpiewywałem ją na swój własny sposób. Muzyka zawsze wyciągała mnie z opresji, lecz tym razem tak nie było.. Czuję się wyjątkowo związany z muzyką i uważam, że każdy znajdzie w niej tego czego potrzebuje. Ona nie imituje, a przekazuje emocje. Dlatego też grając na gitarze wkładam w to jak najwięcej uczuć.
Po 25 minutach stałem z biletem w ręku. Wracając podjechałem pod sklep i kupiłem trochę jedzenia tzn. gumy do żucia tradycyjnie arbuzowe i miętowe, żelki – co ja dziś mam z żelkami, gdyby nie sen o gigantycznych miśkowych żelkach, które próbowały mnie zjeść wszystko byłoby dobrze. Kupiłem także czekoladowe ciastka i dużą butelkę wody. No a co jeśli to ostatnio posiłek w moim życiu ? Koniecznie muszą być żelki i ciastka. Boję się latać samolotami od małego uwielbiałem je, ale za nic w świecie nie chciałem się w nich znaleźć.
Tym razem nie mogę zapomnieć o tym, że mam wylot jutro o 14. Gdy zajechałem do domu była 13.19, 'może zdążę na obiad !'- pomyślałem. Tak jak wyszedłem, tak i wszedłem czując pięknie pachnący obiad. Nic nie mówiąc nałożyłem sobie sporą porcję na talerz. Jak zwykle trzy pary oczu patrzyły na mnie z podziwem i pewnie zapytaniem – gdzie on to wszystko mieści ?! Co prawda to prawda, lubię jeść i kocham jedzenie, ale wciąż jestem chudy, dla mnie z korzyścią.
- Zostaw te udko ! Jest moje ! – wydarłem się na Georga próbującego zjeść mi ostatnie udko jakie miałem zjeść. Moją groźbę miało zjednoczyć machanie palcem i trzepnięcie go widelcem po ręku, ale niezupełnie mi wyszło, bo wylałem sos pieczarkowy. – Szlag !
- Zjadłeś już trzy, starczy ci poza tym jestem głodny.-parsknął śmiechem
- Oj lepiej nie zasypiaj tej nocy .- spojrzałem na niego wzrokiem pełnym noży.
- Yhym, jasne coś jeszcze ?
- Wyraźnie dawał do zrozumienia, że coś nie jest tak jak powinno.
- Co jest ?- zapytałem wycierając stół
- Nic, ale powinieneś spytać o to swoją koszulkę i brodę- wyszczerzył rząd białych zębów w moją stronę. Od razu zareagowałem spojrzeniem mówiącym –cooo ?- Zmarszczyłem brwi i chcąc rozładować sytuacje stwierdziłem, że sos chce mnie zjeść .
- aaa to mnie zjaada, biaada ci !- usłyszałem tylko trzask naczyń wkładanych do umywalki, no tak mama z tatą dawno już zjedli i poszli załatwiać jakieś sprawy bankowe, a my nadal jedliśmy tzn. ja nadal jadłem. Zacząłem wycierać brodę i koszulkę.
- Ogarnął byś się. Tylko tej Beth nie zabij tym swoim nader ekscytującym poczuciem humoru !

 O to teraz ma ze mną w napieku ! Oj lepiej nie idź dziś spać George, nie idź dziś spać George. Zaraz czy ja to mówię do siebie ? Pokręciłem głową i się uśmiechnąłem. Włożyłem naczynia do umywalki i zmyłem sie do pokoju wymijając popijającego colę brata. ‘Wiem, zadzwonię do Beth!’-jak pomyślałem tak też zrobiłem .

- Someone like you ! – usłyszałem piękną piosenkę, którą Beatrice miała ustawioną na miłe czekanie. To ta sama piosenka, która przyprawia mnie o dreszcze, ta sama piosenka, która leciała w radiu.
- Niall’er! - słychać dziewczyna ma dziś pełen humor.
 - Beatrice! – zaśmiałem się delikatnie.
- Jak tam wyspałeś się ?
- Oczywiście. – odrzekłem.- Wiesz mam jutro samolot na 14.
- Serio? Już niedługo znowu się zobaczymy!- wykrzyczała radośnie.
- hmm. Może.
- Jak to może?
- No wiesz..
- Co wiem, Niall co ty kombinujesz?!
- Jaa? Ja nic. – wyszczerzyłem się do telefonu
- Ejj – usłyszałem zmartwienie w jej głosie
- Spokojnie, tylko chciałem sprawdzić twoją reakcję. Jasne, że się spotkamy ! Nie będziesz się mogła ode mnie odpędzić ! - mocno zaśmiałem się. Lubiłem śmiać się, to był mój żywioł.
- To było nie fair, wiesz? Hm, no mam nadzieję, musisz mi zrekompensować ten rok – ona również zaśmiała się delikatnie.
- No dobra. Ja muszę kończyć, spakować trzeba się i wyruszyć w otchłań Morfeusza
- Już? Dopiero jest 16.04.
- Taaa? Ale jest tak ciemno… kurczę no ta cały ja.- przyłożyłem sobie ręką w czoło
- Co zrobiłeś? -Nie odsłoniłem rolet . – strzeliłem facepalm’a
- Hahaha, brawo blondasku .
-Nie śmiej się, będziesz jutro po mnie na lotnisku Highter Brive ?
- Myślę, że tak.-uśmiechnąłem się
- No to do zobaczenia, pa .
- Cześć. 

# W tym samym czasie u Beatrice
# Narrator  


Dziewczyna z uśmiechem zakończyła dawno wyczekiwaną rozmowę. Strasznie brakowało jej głosu pełnego radości, głosu męskości, który należał do Niall’a. Choć to tylko jedno spotkanie i dwie rozmowy telefoniczne zdążyła się przywiązać do jego jak i niebieskich jak strumyk oczu, które śniły jej się zawsze wtedy, gdy miała otrzymywać dobrą wiadomość.
Dokładnie miesiąc temu śnił jej się odchodzący Niall, a wraz z nim jego przepiękne oczy, które otulały ją wzrokiem pełnym różnorakich uczuć. Nie potrafiła dokładnie opisać tych emocji, ale miała skrytą nadzieję, że to wszystko co w śnie przełoży się na rzeczywistość. Dokładnie tego samego dnia usłyszała od lekarza słowa pełne optymizmu. Ma ogromną szansę żeby wyzdrowieć, jako jedna z nielicznych pokonać chorobę jaką jest anoreksja. Czy jej się udało ? Prawdopodobnie tak, na obecną chwilę nie można jeszcze tego stwierdzić, ale Beth zrobiła ogromne postępy- jadła słodycze, jadła już 3 posiłki na dzień, czasem nawet 4 , głód nie sprawiał jej bólu tylko rozkosz. Chciała jeść i jadła. Ale zawsze zostawało obrzydzenie i psychiczna porażka.



# Oczami Beth
‘Dobry Boże jaki on ma męski głos, że ja cie jkalkcdju’- na samą myśl o nim śmiałam się w niebo głosy i tym razem inaczej nie było.
Zeszłam na dół po schodach do łazienki by poprawić włosy i odświeżyć się przed wyjściem. Zamierzałam iść dziś do Venice i obgadać z nią całą tą sprawę. Cieszyło mnie to, że Niall się do mnie zwrócił, ale czemu akurat do mnie?
Weszłam do łazienki, umyłam zęby i poprawiłam lekki makijaż składający się z czekoladowego błyszczyku i tuszu do rzęs. Spojrzałam na swoją twarz nie wydawała się już taka wychudzona, tak samo było z resztą ciała. Chudość –znudziła mi się, po prostu.. Odgarnęłam turkusowe włosy za uszy i wyszłam. Tak, jeszcze potrzebuję trochę pewności siebie i dwa tygodnie temu zmieniłam kolor z czerwonego na turkusowy.. znowu. Byłam ubrana w dużą, bawełnianą, fioletową bluzkę, która sięgała mi do połowy ud , do tego czarne legginsy i również tego koloru glany za kostkę z fioletowymi napami.

- Mamo, ja wychodzę !- rzekłam, gdy wychodziłam z domu, nie usłyszałam odpowiedzi. No trudno.

Jakieś 5 minut później byłam na miejscu. Przywitała mnie Venice z naszym wspólnym przyjacielem- Zayn’em . Byliśmy bardzo zżyci. Obgadałam z nimi sprawę Nialla i upewnili mnie w moim przekonanianiu, że coś musi być na rzeczy, że akurat do mnie się zgłasza o pomoc. Tylko co ?
Zawsze uważałam, że skarbem nie jest sama przyjaźń, lecz osoba darząca nią, więc podziękowałam przyjaciołom i udałam się z powrotem do domu. Nic nie mówiąc weszłam do domu. Zabrałam piżamę i poszłam do łazienki, wyszłam z niej odświeżona i ubrana w piżamę Myszki Miki. Zatrzymałam się w kuchni i zrobiłam sobie dwie kanapki z sałatą i pomidorem. Zjadłam i od razu rzuciłam się na moje okrągłe łóżko spowite niebieską kołdrą. Bardzo szybko zasnęłam.
‘- Nie! Zostaw mnie ! Aaa ! Pomocy !- krzyczałam, strasznie bałam się. - hahah – usłyszałam tylko, gdy obślizgły facet zbliżał się do mnie z ogromnym, ostrym nożem. Zaatakował, pierwszy cios oddał w mój brzuch. Zaczęłam płakać i zwijać się z bólu. Na co on zareagował tylko jeszcze głośniejszym śmiechem. - Czego ty ode mnie chcesz?! Co ja ci zrobiłam !- na odpowiedź nie musiałam długo czekać – wbił głębiej nóż, który nadal znajdował się w moim brzuchu, z bólu straciłam przytomność.
Umarłam? Widzę światło, jasne, piękne światło. Czym tak naprawdę jest śmierć w obliczu nędznego życia jakie niektórzy prowadzą ?’
Nagle obudziłam się w bezdechu, od razu sprawdzając mój brzuch. Choć nic na nim nie było bolało mnie miejsce, gdzie tajemniczy mężczyzna wbił mi nóż. Długo nie mogłam ponownie zasnąć, ale w końcu udało mi się po przesłuchaniu kilku piosenek i wylaniu tego snu na papier :
„Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci - zapomną. Nie łudźmy się, przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc.”- Halina Poświatowska.

#~~~~~~~~#
Witam was serdecznie ; )
Już 260 odwiedzin , wow, jesteście niesamowici! dziękuję Wam !
Mam nadzieję, że taka alternatywa na rozdział wam się spodobał, rozdział pisany przy - Kings of Leon- Use Somebody  oraz Gotye-Learnalilgivinanlovin . Pozdrawiam i zapraszam do komentowania ;) miłego czytania !
Hope U like.


poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rozdział 1- My freedom is only you!

#Miesiąc później
  #Z punktu widzenia Niall’a



Nie mogę dłużej czekać, nie mogę! Gwałtownie odstawiłem rozstrojoną gitarę w róg pokoju, jest noc- opanowała Ziemię, a jednak ludzie próbują oświetlić mrok lampami, który w pokoju staje się już półmrokiem. Podszedłem do okna, otworzyłem je najciszej jak tylko umiałem, niestety ono mi w tym nie pomogło. Mam nadzieję, że ten odgłos skrzypienia nie obudzi domowników. Wszedłem na dach rozglądając się w każdą możliwą stronę, przestało obchodzić mnie to czy kogoś obudzę. Nerwowo przechadzałem się z jednego końca na drugi koniec mokrego od deszczu-dachu. Nie potrafię tłamsić dłużej tego. Rozległy się krzyki dochodzące prosto z moich ust

- My freedom is only you!!!

Padłem prosto na kolana, uderzając rękoma o dachówkę. Strasznie źle czuję się z tym, że gitara już nie umie odciągnąć mnie od mojego nałogu… Na szczęście teraz jestem na etapie zaspokajania żądzy papierosami, wcześniej kiedy naprawdę było źle były to narkotyki. Narkotykowa mania wraca praktycznie codziennie, staram się uciec każdą możliwą metodą . Obiecałem sobie, że gdy wrócę do narkotyków wyjadę jak najdalej, byle by nie ranić tych, których prawdopodobnie obudziłem. Początki są zawsze trudne, ale czy to można nazwać początkiem? Czy może końcem ? Walczę z tym już od roku i 8 dni i czuję, że to nie koniec.

- Stary, co ty wyprawiasz ?!Jesteś cały mokry, właź do środka i nie pajacuj !-usłyszałem groźny głos mojego brata- Georga..
- A jak myślisz?!Odprawiam dziki taniec prima baleriny ! – teatralnie zakręciłem się wokół własnej osi- Ta dam ! – krzyknąłem w jego stronę.
- Przeginasz ! – szarpnął mnie za przemoczoną bluzę i jakimś cudem zaciągnął do pokoju.
- Co to teraz wywiadzik?- zaśmiałem się sarkastycznie, sam nie wiem skąd we mnie tyle złości. Posłałem mu ostatnie spojrzenie- ‘jakbym go zabijał nożem w oczach’- pomyślałem.

Wymijając brata udałem się do łazienki biorąc wcześniej czyste i suche ubrania. I tak już nie zasnę więc po co tracić czas? 5 minut i już byłem gotowy, na chwilę wróciłem myślami do chwili kiedy poznałem pewną dziewczynę, która dokładnie 17.04 miała wizytę w tej samej klinice specjalizującej się w leczeniu nałogów. Jadłowstręt był jej nałogiem, kompanem przez długie lata tylko dlatego, że nie bojąc się o swoją wagę została poniżona. Codziennie więcej słów-obelg, które raniły jak dwa miecze ciśnięte w skroń. Przerosło ją to wszystko. Zastanawiam się czy jeszcze ją spotkam. Nie jestem tego pewny, ale czuję jakby wewnętrzna siła przyciągała mnie do niej. Turkusowe włosy i siwe oczy- to wszystko dopełniało się idealnie. Długie czarne rzęsy podkreślały jej niewinność i bez silność wobec świata. Mówiła, że często zmienia kolor włosów by poczuć się pewniej. Nosi imię oznaczające – szczęście – Beata, ale posługuje się tylko angielskimi odpowiednikami –Beatrice, a dla przyjaciół Beth. Mi kazała nazywać się Beth co osobiście mi się spodobało. Dawała świetne rady jak- „nie patrz przez innych tylko przez najczystsze perły jakimi są Twoje oczy”, daje do myślenia więc skoro doskonale o tym wie to czemu nie zastosuje się sama do swoich rad ? Nurtujące pytanie, a zarazem pełne skazy. Czemuż ? Otóż, człowiek jest osobą radotwórczą, ale sam do swoich rad się nie zastosuje.
Wyszedłem z łazienki z kolejnym pytaniem mianowicie – zmieniła numer telefonu ? Byłem taki głupi, że nie potrafiłem odezwać się do niej ani razu przez rok. Brata w moim pokoju już nie było więc podbiegłem do telefonu i wybrałem numer – niepewność narastała z każdym dźwiękiem- sygnałem oczekiwania. Najgorsze 9 sekund w moim życiu, poczym telefon zapikał donośnie powodując nadmierny hałas- rozładował się.

-Szlag! Akurat w tej chwili! Aghrr !- tłumiłem krzyk opierając twarz o poduszkę.

Histeryzując szukałem ładowarki, po chwili włączyłem ładujący się telefon. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i kolejne 9 sekund przysłuchiwałem się sygnałowi.

-Odbierz, odbierz.. H-haalo?- powiedziałem nie pewnie słysząc zaspany głos dziewczyny.
- Kto mówi ? - jestem pewny, że nieprzytomnie sięgnęła po telefon nie patrząc na wyświetlacz.
- Beth.. to ja Niall.- dziewczyna momentalnie ocknęła się i wróciła do kontaktujących.
- Niall !? - Tak…przepraszam, że dzwonię o tej porze, ahh nawet nie wiem, która godzina jest .
- Jest 4.42 nad ranem, co spowodowało, że sobie o mnie przypomniałeś ?- parsknęła od niechcenia siwooka.
- Przepraszam.
- Nie odzywałeś się calutki rok! Jak mogłeś ?
- Przepraszam. – ponowiłem próbę.
- Nie wiem jak ci to wybaczę – usłyszałem rozbawiony głos dziewczyny.
- A więc tak się bawisz? – spytałem z żartem w głosie.
- Być może, a teraz mów zanim zasnę co cię gryzie.- nutka radości minęła, nastał spokojny i opanowany głos.
- hmm. Pamiętasz może jeszcze o czym rozmawialiśmy wtedy w klinice?- z nadzieją, że jeszcze rozpamiętuje tą chwilę zapytałem się.
- Oczywiście, tam się poznaliśmy …więc znowu narkotyki ?- zmartwiony głos Beth przyprawił mnie o ciarki.
- Wziąłem, wczoraj. Chcę wyjechać nie wiem gdzie, byle daleko. Pomóż mi błagam..
 - Co zrobiłeś? Idioto umówiliśmy się, że razem wyjdziemy z tego i nigdy do tego nie wrócimy ! Jasne, że ci pomogę, ale jeśli oczekujesz mojej pomocy musisz przysiądź, że nigdy więcej nie weźmiesz tego świństwa ! Zrozumiano ?- wykrzyczała prosto wsłuchawkę po czym jej ton głosy łagodnie się obniżył.
- Wiem, wiem wszystko się posypało to z braku emocji.
- Braku emocji ?- usłyszałem słowa pełne zdziwienia.
- Tak, nie umiem teraz ci tego wytłumaczyć..
- No, dobrze, a teraz obiecaj mi blondasku, że z tymi śmieciami nie będziesz mieć do czynienia .
 - … o-obiec-cuję !Ale tylko z twoją pomocą .- zająkałem się, ale  w końcu muszę z tego wyjść.
- Wiesz, że zawsze ci pomogę. Masz jakiś plan ?
- Dziękuję, jesteś moim wybawieniem! Zaraz plan, plan, aa może wyjazd do Londynu ?!
- Irlandzki chłopcze do Londynu chcesz zwiać ?
- Tak, a czemu nie siwooka?
- Ja mieszkam w owym Londynie. – można było poczuć nawet przez telefon, że dziewczyna uśmiecha się na samą myśl.
- Wow, no to będzie szalenie miło mi jechać tam i cię zobaczyć.
- Człowieku najpierw tu przyjedź, a potem się zobaczy . –melodyjnie zachichotała .
- Brakuje mi ciebie..- ściszyłem głos, ale tak by dało radę usłyszeć to co wypowiedziałem.
-Jak to ? – zdziwienie można ujrzeć w każdym słowie.
- Dziwnie to brzmi, ale to prawda.
- Mi ciebie też..
- Naprawdę ?
- Oczywiście, głuptasie- ponownie melodyjnie zachichotała
- Wybiła 5.19.
- Tak, czas szybko leci.
- Masz rację, może dam ci pospać co ? Zadzwonię jak będę coś wiedział.
- hmm, no może trochę snu by mi się przydało , ale słyszę, że tobie bardziej. Koniecznie musisz zadzwonić ! - Może faktycznie.. To do usłyszenia Beth !
- Na razie Niall .- rzekła ziewając.

Zakończyłem rozmowę wciskając czerwony przycisk, z uśmiechem. Brakowało mi tego głosu jak i posiadaczki owego dzieła. Poszedłem za jej radą i wyciągnąłem koc z szafy żeby móc się zdrzemnąć przed ciężkim załatwianiem spraw dotyczących wylotu.
 Jeszcze długo rozmyślałem na owy temat i doszedłem do wniosku, że to dobry pomysł, będzie trzeba uświadomić rodziców i Georga, ale dam radę. Otuchy dodawać mi bedzie postać niewinnej dziewczyny.  Po parunastu minutach usnąłem z uśmiechem na twarzy.

    #~~~~~~~~~~#

Dziękuję za pozytywne komentarze pod Prologiem, zaskoczyłyście mnie i mam nadzieję, że was nie zawiodę i z waszą pomocą ten blog będzie miał w sobie to coś ! Jeszcze raz dziękuję Ci Olu  za polecenie na twoim mrsmalik , dzięki, wzruszyłaś mnie .
No to hope U like . ;)

niedziela, 8 kwietnia 2012

PROLOG

# Z punktu widzenia narratora
‘Przytuliłam się do jego pleców, on przeprowadził moją rękę przez swoje ramię i ucałował wierzch dłoni poczym odszedł, bez słowa i bez skruchy. Widziałam jeszcze przez ułamek sekundy jego twarz, a później zniknął w otchłani, pełnej ciemności , strachu i pożądania.’
Gwałtownie otworzyła oczy, tak to był sen, chyba najbardziej realistyczny niż kiedykolwiek wyśniła . To takie dziwne. Niby każdy sen jest odzwierciedleniem tego co czujemy i najbardziej pragniemy więc nie powinno to ją martwić. Zamknęła oczy, ostatni raz, przez jedną sekundę, znowu otworzyła. Samotna łza wyleciała z jej prawego oka niczym perła, srebrzysta i połyskująca w świetle przebijających się promieni słońca przez rolety. Szybkim i zgrabnym ruchem otarła oczy, nie chciała dłużej o tym myśleć. Zdjęła z siebie fioletową kołdrę. Podniosła się delikatnie opierając się rękoma. Była słaba  nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Niestety choroba wykańczała ją z każdym dniem, krokiem, oddechem. Wstała.
 Podbiegła do lustra, które wisiało w jej przestrzennym pokoju, nie chciała patrzeć na worki pod oczami i wystające kości, lecz niekiedy chudość sprawiała jej niezwykłą radość. Dotknęła swojego brzucha z satysfakcją wypisaną na twarzy dalej patrzyła na wychudzone ciało.
 Odeszła od lustra i żółwim tempem zaczęła przygotowywać się na dzisiejszy dzień bowiem dziś miała przejść ostatnie badania kontrolne sprawdzające czy  wyjdzie z tego, czy też może pożegna się zbyt wcześnie z tym światem. Wybrała z szafki zwykłe, jasne dżinsy, lekko za dużą, siwą bluzkę z sercem, a do tego torebkę ,w której schowała ulubione gumy do żucia o smaku truskawkowym, telefon, błyszczyk oraz chusteczki  
higieniczne.   Po 20minutach była odświeżona i gotowa do wyjścia. Nie miała żadnych chęci by zjeść coś na śniadanie, lecz z przymusu zjadła małą kanapkę, pół marchewki, popiła to zwykłą wodą mineralną. Była zadowolona z postępów jakich do tej pory zrobiła –jadła już to na co ma ochotę, ale nadal w małych porcjach. W końcu  wyszła na świeże powietrze, od razu wsiadła do samochodu i skierowała się wraz z rodzicielką do specjalisty.

                            #~~~~~~~~#

follujcie @beatrice_beth
 przepraszam za jakiekolwiek błędy.Mam nadzieję, że nie zawaliłam i trochę Was zaskoczyłam . massive thanks xx

Kilka przewodnich myśli opowiadania



- nigdy nie jest za późno by zmienić decyzję
- miłość przetrwa nawet rozłąkę
- skarbem nie jest sama przyjaźń, lecz osoba darząca Cię nią
- podążaj za marzeniami i nie odpuszczaj nawet za cenę cierpienia
- zawsze mów prawdę bo tylko ona doprowadzi Cię do celu
-za wszelką cenę dochowuj tajemnic
- nie bredź, że świat jest okrutny jeśli obracasz się w złym towarzystwie
- obierz kurs życia ,żebyś płynąc przez chmury nie zgubił tego co najważniejsze
-nie zatracaj się w beztroskie życie , bez problemów nie ma spokojnego życia
-nie odtrącaj tego, kto wyciąga pomocną dłoń
- spójrz czasem w tył, ale nie zapominaj co stoi przed tobą
-bądź optymistą, a pesymiści stanowczo powinni zmienić punkt widzenia
- przeznaczenie dotyka cię po policzku
-jeśli patrzysz na osobę to rób to z szacunkiem, pokaż uczucia, wyraź emocje
-tylko prawdziwy wiatr pociągnie Cię za miłością
- nie patrz przez innych tylko przez najczystsze perły jakimi są Twoje oczy
-młodość nigdy nie przeminie, gdy będziesz o nią walczyć


                                                        #~~~~~~~~~~~~~~~~#

Taki mały bonus ;) Zastosować moża te myśli,jako rady.
Która ci przypadłado gustu ?  Z chęcią poznam waszą opinię. ;) Hope U like .